Joanna Wiszniewska - Domańska

wywiad:

Ilustracją interesuję się oczywiście od dziecka. Przypomniałam sobie, jak to się właściwie zaczęło. Jako dziecko mieszkałam z rodzicami w starej poniemieckiej willi w Oliwie. Wynajmowaliśmy małe mieszkanie na strychu, gdzie zostały stare niemieckie książki dla dzieci. Pamiętam, że mnóstwo czasu spędzałam na oglądaniu ilustracji w tych książkach. Oczywiście zupełnie nie rozumiałam treści, ale te ilustracje rozbudzały moją wyobraźnię, pozwalały wymyślić własną treść. I tak się zaczęło moje zainteresowanie ilustracją. Niestety książki gdzieś po drodze, w trakcie wielu przeprowadzek zginęły, ale mam nadzieję, że może uda mi się je jeszcze kiedyś zobaczyć np. w jakimś antykwariacie.

Zawsze przede wszystkim interesowałam się grafiką i stąd moje zainteresowanie ilustracją czarno-białą. Cenię sobie ten specyficzny klimat, jaki wnosi czarna kreska. Stąd: Daniel Mróz, Topor. Ale bardzo lubię też ilustrację kolorową, np. do „Małego Księcia,” Daniela do „Alicji w krainie czarów,” Szancera, na którego ilustrowanych bajkach i baśniach się wychowałam. Bardzo lubię taki teatralny klimat tych ilustracji, szczegół w kostiumie, we wnętrzu. Lubię ilustracje po prostu dobre (śmiech).

Uważam, że ilustracja powinna odzwierciedlać pewien klimat, powinna być ,,adekwatna,,do utworu. Aczkolwiek również bardzo sobie cenię indywidualną interpretację utworu przez ilustratora. Zresztą dzisiaj ilustracje stają się coraz ważniejsze i często jakiś utwór kupuje się właśnie dla ilustracji, dla osobowości ilustratora. Są dwa główne podejścia: niektórzy ludzie, którzy wolą książkę z ilustracją, są tacy, którzy wolą bez, ale dla mnie książka z ilustracją jest o wiele cenniejsza, piękniejsza, głębsza. Mój sposób odbierania rzeczywistości charakteryzuje się tym, że zawsze, kiedy oglądam książkę, patrzę przede wszystkim na ilustracje.

Głównie w literaturze. Czytam dużo poezji, dużo książek psychologicznych. Psychologią interesuję się od dawna i to jest nurt, który ciągle mi towarzyszy. Wydaje mi się, że w takich problemach, które porusza psychologia, dotyczących człowieka, jego egzystencji, osobowości znajduję dużo inspiracji. Inspiracją jest więc dla mnie głównie człowiek.

Pracuję zawsze taką samą metodą. Uwielbiam robić szkice i robię ich bardzo dużo. Potem wybieram najlepszy z najlepszych, opracowuję go w rysunku, a potem robię z tego grafikę. W przypadku moich ilustracji duża część wyglądała w ten sposób, że już gotowe prace zostały wybierane jako ilustracje do artykułów. Tak współpracowałam z pismem „Charaktery.” Z kolei z „Tyglem” inaczej, najpierw dostawałam tekst, a do tekstu robiłam ilustracje. Tak się przyjmuje, że prawdziwa ilustracja to ilustracja do tekstu, ale często wydawcy dobierają już gotowy utwór plastyczny, który ma wspólne korzenie, tworzy pomost myślenia czy odczuwania z tekstem. Bardzo często tomiki wierszy współczesnych autorów są ilustrowane – zwłaszcza okładki – malarstwem z XVIII czy z początku XX wieku, bo wydawca widzi w obrazie i w poezji jakieś podobieństwo. Dlatego namawiam studentów do robienia ilustracji pozaksiążkowej. Kto wie czy jako jedna z propozycji, które ilustrator może pokazać nie będzie kiedyś wykorzystana do artykułu czy do tomiku wierszy czy jakiejś innej książki…

Lubię słuchać dobrej muzyki, mieć wtedy absolutny spokój. Lubię być bardzo skoncentrowana, co nie jest łatwe w dzisiejszych czasach, ale jest możliwe. Moim wzorem jest prof. Stanisław Fijałkowski, który zawsze przestrzegał swoich godzin pracy, miał życie ustabilizowane, podporządkowane pracy. Do dzisiaj w wieku 86 lat pracuje, wystawia, jeździ za granicę oglądać ciekawe wystawy itd. Jest bardzo aktywny chyba właśnie dzięki temu, że potrafił podporządkować swoje życie w jakiś sposób pracy, a jednocześnie ma udane życie rodzinne.

Podróżny z walizeczką to postać z cyklu prac, który powstał zainspirowany „Alchemikiem” Paulo Coelho. To książka o metaforycznej podróży w poszukiwaniu sensu i celu własnego życia. Ten cykl pokazywany był na wystawie w Hiszpanii w Santiago de Compostella, w Polsce na mojej wystawie habilitacyjnej, ostatnio również w Łodzi. Ten podróżny to bohater, który wędruje przez życie szukając swojego przeznaczenia.

Tak, każdy kto ogląda, może sobie wyobrazić, że to jest on sam szukający sensu swojego życia, swojego powołania, przeznaczenia. To przykład ilustracji, która zaistniała poza książką. To coś, do czego namawiam studentów, ponieważ niezależnie od zamówienia można to robić. Ilustrować utwór, który nas porusza, który jest dla nas ważny, istotny. Niezależnie czy to będzie zamówienie czy nie, być może te prace kiedyś będą przez kogoś wykorzystane, a też posłużą jako prace na wystawę.

Ilustrowałam sporo książek, przede wszystkim wydawnictwa uniwersyteckie. Moje prace graficzne były wykorzystane jako ilustracje do dużego wydawnictwa edukacyjnego, zwłaszcza te prace, na których są książki. Ale lubię też ilustrować teksty własne. Napisałam parę tekstów, dwie książki zostały wydane. Jedna to „Papierowe miasto,” które ma być sfilmowane i jest też w wersji na CD. Druga to „Podróżny w Łodzi,” jest to książka o Łodzi, miasta ,które bardzo lubię i w którym się urodziłam. Lubię tu mieszkać. Łódż jest dla mnie nadal interesującym miastem, chociaż zdaję sobie sprawę z jej minusów. Te dwie książki sama ilustrowałam. Co mi daje ilustracja? Jest to forma przekazu, pokazania swojej osobowości, swojego odczuwania i odbioru – w tym wypadku literatury – ale i odczuwania rzeczywistości w ogóle. Wydaje mi się, że poprzez rodzaj ilustracji można z jednej strony pokazać część swojej osobowości, a z drugiej też poznać ją samemu. Np. Hiszpanie są bardzo dumni z Don Kichota i co roku organizują wystawy i międzynarodowe konkursy na ilustracje i co roku napływają nowe wersje tego samego bohatera. To przedsięwzięcie pokazuje jak zmienia się stosunek do formy ilustratorskiej a jednocześnie, że bohaterowie tej literatury trwają nadal, mimo że tekst został napisany kilkaset lat temu.

Oto kilka rad z własnego doświadczenia – przede wszystkim: dużo pracować! Starać się pracować na własną rękę nad utworami, które nam się podobają. Nawet, jeśli nie ma żadnego zamówienia to ilustrować te utwory, robić wystawy, pokazywać się, współpracować z galeriami. Są galerie, które chętnie przyjmują ilustracje i sprzedają je w charakterze off-book. Wydaje mi się, że to jest też ciekawy element pracy ilustratora. Druga rada: być aktywnym. Jeżeli ktoś zdecyduje zajmować się głównie ilustracją, na pewno wymaga to dużej aktywności, bywania na wystawach, odwiedzania wydawnictw, umawiania się na spotkania z wydawcami (osobiście!), pokazywania prac, posiadania dobrze przygotowanego portfolio. Każdy ma trochę inną ścieżkę i każdy musi wypracować własny system pracy nad stylem, formą, czyli nazwijmy to „pracy do wewnątrz”, a z drugiej strony system pracy „na zewnątrz”: kontakty, wyjścia, wystawy, umiejętność współpracy z wydawnictwami.
Życzę wszystkim, żeby układały się one bardzo przyjaźnie i komfortowo, no ale niestety nie zawsze tak bywa. Życzę wszystkim, żeby starali się być dobrymi profesjonalistami w zawodzie, a na profesjonalizm składa się nie tylko umiejętność ilustrowania, chociaż to przede wszystkim, ale również umiejętność wyjścia z tym na zewnątrz, zawierania kontaktów i łączenia tych rzeczy w jedno. Ważne, żeby nakreślić sobie właściwe proporcje, żeby w tym nazwijmy to „ogrodzie ilustratora” znalazły się grządki doskonalenia własnych umiejętności ilustratorskich, ale jednocześnie te, które pozwalają pokazać to, co się stworzyło na zewnątrz.

 

/ wywiad: A. Miśkiewicz dla IY /