![]() |
Wojciech Birek
wywiad:
Poziom polskiego komiksu mierzyłbym raczej publikacjami (papierowymi i internetowymi), niż pracami konkursowymi, które z natury odznaczają się bardzo zróżnicowanym poziomem. Jeśli do tego, co w polskim komiksie się dzieje, przyłożyć skalę ostatnich 5-10 lat, to na pewno rośnie. Myślę zwłaszcza o rosnącej liczbie dobrych grafików komiksowych, ale pojawiają się i „nowi” scenarzyści. Polski komiks dorobił się paru świetnych komiksów, ciągle powstają nowe i co najważniejsze, sądzę, że można spodziewać się następnych. Trochę ugrzęźliśmy w miejscu jeśli chodzi o poszerzanie kręgu odbiorców, ale może to mylne wrażenie i w skali następnych paru lat wysiłki wydawców i propagatorów medium zaczną przynosić widoczny efekt.
Chciałbym. Ostatnie parę lat zajęły mi sprawy „pozatwórcze” (doktorat, organizowanie wystaw itp.); teraz „przestawiłem” się na pisanie scenariuszy i to – jeśli się rozkręci – może pochłonąć cały czas, jaki będę w stanie na twórczość wygospodarować. Lata, kiedy powinno się na dobre wejść w tryb rysowania komiksów, mam już za sobą, więc teraz trudno się będzie zdobyć na taki wysiłek. Ale ciągle mam jakieś plany...
Parę razy, ale rzadko posuwałem się w takim myśleniu aż tak daleko, aby szukać lepszych, trafniejszych rozwiązań. Poza tym tłumaczenie ogranicza się do tekstów dialogowych, a te budzą takie reakcje, gdy są nielogiczne lub mętne. No i trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że przeświadczenie, że zrobiłoby się coś lepiej, wcale nie musi oznaczać, że tak byłoby istotnie. Już wolę grzebać we własnych scenariuszach.
Oczywiście „Asterix” po francusku, w twardej oprawie, lakier, wyklejka itp. – wpadł mi w ręce w czasach, gdy u nas królowały „kolorowe zeszyty”, a szczytem wydawniczego wyrafinowania był „Janosik” w monstrualnym formacie i na grubaśnej kredzie (tak to pamiętam). Choć rysunek dopiero po paru albumach wyszedł „na prostą” – scenariusze nieodmiennie mnie bawiły i budziły mój podziw. Zresztą i zeszyty „Żbika”, od których zaczął się mój kontakt z komiksem, silnie na mnie oddziałały. Cokolwiek byśmy dziś o nich nie mówili, miały wtedy sporą siłę oddziaływania i to chyba one wciągnęły mnie w komiks. Konkretnie to byli panowie Sobala, Rosiński, Polch... Oczywiście miałem również w dzieciństwie fascynacje ilustratorskie. Co ciekawe, także i tu był pośród nich Rosiński z serialem „Uwaga Piegowaty” (14 zeszytów!). Poza tym uwielbiałem (i nadal uwielbiam) książki, ilustrowane przez Stanisława Rozwadowskiego. Ktoś powinien kiedyś zrobić duża wystawę jego ilustracji.
Wojciech Birek
ur. w 1961 r., absolwent kulturoznawstwa Uniwersytetu Łodzkiego, obecnie adiunkt w Zakładzie Teorii i Antropologii Uniwersytetu Rzeszowskiego. W 2004 r. obronił pracę doktorską z teorii komiksu. Zajmował się publicystyką komiksową, kurator kilku wystaw komiksowych (i nie tylko), uczestnik kilku innych. Współpracownik łodzkich i warszawskich imprez komiksowych, uczestnik jury konkursu komiksowego festiwali w Łodzi. W Rzeszowie prowadzi spotkania Rzeszowskiej Akademii Komiksu, organizator Podkarpackich Spotkań z Komiksem. Tłumacz komiksów z języka francuskiego, kiedyś rysownik (ciągle liczy na powrót do tego rodzaju twórczości), od roku znowu aktywny scenarzysta (historyczna seria "Z Wróblem" wydawnictwa Mandragora). Od paru lat "pilot" nieformalnych polskich wypraw komiksowych do Angouleme. Mieszka w Rzeszowie z żoną, trojgiem dzieci i kocicą.
/ wywiad: J. Mazerant, IY 02. 2006 /